No i stalo sie - klucze od mieszkania sa juz w naszym posiadaniu! W srode o dziwo wszystko przebieglo bez komplikacji i opoznien, nikogo nie trzeba bylo poganiac, ani dopominac sie, wydzwaniac, nachodzic..
Cala procedura trwala dokladnie dwa miesiace, pewnie byloby szybciej, gdyby nie moje ulubione-nieulubione angielskie nieprzejmowanie sie niczym, bo coz znaczy tydzien spoznienia czy tez trzymanie w niepewnosci, gdzie jedna minutowa rozmowa telefoniczna by wystarczyla..
Na szczescie stres oczekiwania juz za nami, teraz jestemy na etapie 'prosze, niech wszystko zadziala i zdazymy wprowadzic sie w terminie'. Bo okazalo sie, ze i elektryka nam trzeba i hydraulika i gazownika - panowie musza sprawdzic czy po roku nieuzywania wszystko jeszcze jakos sie trzyma, wtedy otrzymamy odpowiednie certyfikaty - i tadam! udostepnione zostana nam media. Bo tak ciemno, zimno, kuchni umyc nie ma jak..
Mimo to spedzamy w Domu kazda wolna chwile. Poki co zajmujemy sie glownie demolka, rozwalaniem i zrywaniem roznych rzeczy. Poprzedni wlasciciel zbudowal sobie saune w przedpokoju. Tak, saune. Bardzo zaluje, ale zapomnialam zrobic zdjecia. W kazdym razie prosze sobie wyobrazic wielka jakby szafe, wszystko w drewnie, otwierasz drzwiczki, wchodzisz, na dowolnej z dwoch laweczek zajmujesz pozycje w polowie lezaca, wlaczasz lampke i maly piecyk z weglem, owe wegielki polewasz woda, para bucha - i mamy saune!
Cholerstwo tak solidne, ze Mufinek juz od paru dni macha gigantycznym mlotem a dopiero polowa odpadla. Jutro idziemy wlaczyc dalej. Ja wspieram psychicznie i podrzucam pomysly. Jak wode wroci to zaczne sprzatac.